Ta nieduża osada rybacka słynie z połowu cenionych na całym świecie dwóch gatunków kraba królewskiego. - Rybacy z całego Chile przyjeżdżają tutaj pracować. Sezon trwa nawet zimą. Warunki do pracy są ciężkie, mieszka się na maleńkich stateczkach rybackich, które mają 12-16 metrów kwadratowych - tłumaczy Piotr Kuźniar, kapitan jachtu "Selma Expeditions".
Wśród rybaków z Puerto Toro zdarzają się wypadki, czasem śmiertelne. Kutry nie są wyposażone w żadne mechaniczne urządzenia służące do wyciągania z wody koszy z krabami. Gdy akurat jest fala, to łatwo zaplątać się w linki od tych koszy i wypaść za burtę.
- To ciężka praca. Tu, na końcu świata, w zimnie, śniegu i wietrze łowimy kraby tak cenione w Europie. A my, jakie pieniądze z tego mamy? Nie dostajemy najlepszej części tortu. Pensja jest stosunkowo niska w porównaniu do cen jakie płacą ludzie za te kraby – skarży się Luis Umberto, jeden z rybaków.
Po wizycie w Puerto Toro Krzysztof Horwat i reszta załogi "Selma Expeditions" obrała kierunek na Cieśninę Magellana.
pg
Jedynka na Horn. Jeśli kraby, to tylko z Puerto Toro - Jedynka - polskieradio.pl