Na mapie naszego kraju ta granica już dawno nie istnieje, ale wciąż jest żywa we wspomnieniach i często w rozdartych sercach. Chodzi o granicę II Rzeczypospolitej. Wzdłuż niej podróżował pisarz, reporter i korespondent wojenny Tomasz Grzywaczewski, żeby porozmawiać z ostatnimi żyjącymi świadkami przedwojennej koegzystencji ludzi różnych kultur, narodów i tego, co nastąpiło potem - w czasie i po wojnie, czyli przesuwania granic i przesiedleń. W ten sposób powstała reporterska książka "Wymazana granica. Śladami II Rzeczypospolitej", która niedawno zdobyła tegoroczną Nagrodę Identitas.
Nagroda Identitas jest przyznawana od 2014 roku polskim humanistom: pisarzom, dziennikarzom, historykom i filozofom, którzy nie ukończyli 41. roku życia. Nagrody specjalne Identitas otrzymali w tym roku: Michał Gołębiowski za książkę "Bezkres poranka. O teologii poetyckiej i teologiach kontrkultury" i Łukasz Kozak za pracę "Upiór. Historia naturalna".
Zanim jednak ogłoszono nazwiska zwycięzcy oraz laureatów nagród specjalnych, sześcioro nominowanych do Nagrody Identitas spędziło tydzień na położonej 500 kilometrów za kręgiem polarnym wyspie Uløya. Tam odbyły się dla nich warsztaty.
Dramatyczna aktualność książki
Książka Tomasza Grzywaczewskiego jest opowieścią o tym, co dzieje się ze zwykłymi ludźmi, kiedy nie ruszając się z miejsca, stają się mieszkańcami innego państwa lub zostają siłą przesiedleni. We współczesnej Europie zapomnieliśmy o tym, czym faktycznie są granice, natomiast od 2014 roku – od czasu rosyjskiej agresji na Donbas i Krym - pojęcie granicy na nowo zaczęło być czymś namacalnym, a nie historycznym. Jak autor odczuł dramatyczną aktualność swojej książki?
- To było dla mnie ogromnym wstrząsem, że Rosjanie zdecydowali się na tak potężne uderzenie i wielką inwazję. Przez ostatnie tygodnie byłem na Ukrainie, również na Donbasie, kiedy rozpoczęła się ta inwazja. Pracowałem jako korespondent wojenny dla Telewizji Polskiej. Na własne oczy widziałem, jak Rosjanie zaczynają przełamywać granice, żeby mordować i zniewalać mieszkańców Ukrainy. Moją pierwszą refleksją było to, że historie, które słyszałem, zbierając relacje do książki „Wymazana granica”, nabierają niezwykle ponurej aktualności i że ta historia, która miała się nigdy nie powtórzyć, właśnie się powtarza - mówi Tomasz Grzywaczewski.
Tomasz Grzywaczewski zwraca uwagę, że "my zawsze żyjąc w pokoju, kurczowo trzymamy się tego, że ten pokój będzie trwał". - To też było doświadczenie ludzi żyjących na granicach II Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku. Wielu z nich do ostatniego momentu nie wierzyło, że ta wojna rzeczywiście wybuchnie (…). Wielu moich bohaterów jakby miało poczucie, że koniec ich świata i wymazanie granicy przychodzi jednak w sposób niespodziewany. Trochę podobną rzecz widziałem teraz, będąc na Ukrainie - dodaje.
- Ostatni weekend przed tragicznym dniem 24 lutego, kiedy rozpoczęła się inwazja, spędziłem w Kijowie. W sobotę wyszedłem zobaczyć, jak żyje nocą Kijów, a na ulicach były tysiące ludzi. Wszyscy siedzieli w restauracjach, knajpach, pubach i śmiali się. Krótko mówiąc, normalne nocne życie wielkiej metropolii w trakcie weekendu. Miałem tylko refleksję: a co, jeżeli to jest ostatni taki weekend i w najbliższym tygodniu Rosja naprawdę zaatakuje? (…). Ten świat przestał już wtedy istnieć, bo przecież decyzja na Kremlu była prawdopodobnie podjęta. My jeszcze żyliśmy w pewnego rodzaju iluzji i bajce pokoju, ale tego świata już nie było. Mam wrażenie, że to samo przytrafiło się na wymazanych granicach - słyszymy.
Wyjazd na Arktykę prosto z Ukrainy
W marcu sześcioro autorów książek nominowanych do Nagrody Identitas 2022 wzięło udział w tygodniowych warsztatach pod hasłem "Konkurs bez maski? Warsztaty w Arktyce", organizowanych na arktycznej wyspie Uløya. - Dla mnie te warsztaty były szczególnie trudne, ponieważ pojechałem na nie w zasadzie prosto z Ukrainy. Jeszcze dzień wcześniej, przed wylotem, byłem w Odessie i Mikołajowie na pograniczu mołdawsko-ukraińskim razem z uchodźcami, którzy uciekali przed zbrodniami Rosjan - przyznaje Tomasz Grzywaczewski.
- Nasze rozmowy na Arktyce zostały zdominowane przez to, co dzieje się na Ukrainie. Trudno było od tego uciec. To było chyba wręcz niemożliwe, ponieważ historia tworzy się na naszych oczach (…). Tomasz Stefanek bardzo celnie zauważył, że jesteśmy teoretycznie daleko, ale wcale nie aż tak daleko od Rosji. Przecież granica norwesko-rosyjska wcale nie była tak odległa. Po drugie w tamtym rejonie właśnie odbywały się ćwiczenia NATO, a po trzecie słyszeliśmy o przypadkach, że na tych wodach pojawiały się rosyjskie okręty podwodne. Wbrew pozorom to nie jest tak, że dzisiaj można uciec do jakiejś pustelni i oderwać się od świata. Brutalna rzeczywistość jednak nas dogania i zaczyna nas osaczać - twierdzi.
Rosjanie zabijają dziennikarzy
Tomasz Grzywaczewski zdradza, że w najbliższy poniedziałek ponownie uda się na Ukrainę, aby pokazywać to, jak Rosjanie brutalnie napadają naszych wschodnich sąsiadów. Czy boi się o swoje życie?
- Oczywiście, że się boję. Czasami bardzo. To jest naturalny odruch. W przypadku tego konfliktu największy strach dotyczy złapania przez Rosjan czy bezpośredniego kontaktu z armią rosyjską, ponieważ ona dzisiaj strzela do dziennikarzy. Wiemy, że zostali zabici dziennikarze ekipy Fox News i korespondent New York Timesa. Dziennikarze są też porywani, przetrzymywani, a niektórzy torturowani. Biorąc pod uwagę, że dzisiaj są celem dla armii rosyjskiej, to chyba to jest największy strach, żeby nie wpaść w ręce Rosjan. To jest również przerażające, bo taki strach towarzyszył bohaterom mojej książki w 1939 roku - wyjaśnia Tomasz Grzywaczewski.
W "Moich książkach" Magda Mikołajczuk porozmawiała również z jurorami Tomaszem Kaźmierowskim i Wojciechem Stanisławskim. Zapraszamy do wysłuchania załączonego nagrania.
Zobacz też:
Tytuł audycji: Moje książki
Prowadzi: Magda Mikołajczuk
Gość: Tomasz Grzywaczewski (pisarz, reporter i korespondent wojenny)
Data emisji: 23.03.2022
Godzina emisji: 23.09
DS
Laureat Identitas 2022: "Do ostatniego momentu wielu nie wierzyło, że ta wojna wybuchnie" - Jedynka - polskieradio.pl