20 lat temu za litr paliwa płaciło się 3700 złotych, za bochenek chleba – 2600 złotych, a za bilet komunikacji miejskiej – 500 zł.
– Obok byłej Jugosławii Polska była krajem, w którym ta inflacja była najwyższa – wspomina profesor Jan Winiecki. Według teoretyków jeśli w kolejnym miesiącu inflacja przekracza 50 proc., to mamy do czynienia z hiperinflacją. W roku 1989 inflacja w Polsce grudzień do grudnia wyniosła ponad 580 procent, Jugosłowianie mieli ponad tysiąc procent.
Ekonomista wyjaśnia w radiowej Jedynce, że hiperinflacja rozpoczyna się od tego, iż rząd nie widzi innej możliwości zaspokojenia potrzeb niż drukowanie pieniądza. Społeczeństwo zauważa, że banknoty mają coraz wyższe nominały i wtedy zaczyna się panika. – Ludzie dostrzegają, że pieniądze mają coraz mniejszą wartość i starają się temu zapobiec – mówi profesor.
Potem zaczyna się trzecia faza inflacji – zwiększa się szybkość drukowania pieniędzy i rośnie szybkość obrotu tymi pieniędzmi, bo każdy odrzuca pieniądze jak gorący kartofel. W Niemczech w latach 20. ubiegłego wieku robotnicy dostawali tygodniówkę, następnie dniówkę i półdniówkę. Na koniec żony przychodziły dwa razy dziennie – w porze drugiego śniadania i w przerwie obiadowej; z tą wypłatą szły do sklepu, aby natychmiast wydać pieniądze, bo wieczorem miały już mniejszą wartość. – Tak wygląda nakręcanie się hiperinflacji – mówi Jan Winiecki.
Rozmawiała Justyna Golonko.
(ag)
Więcej o wszystkim, co w związku z kryzysem warto wiedzieć, znajdziecie w serwisie "Stop kryzysowi!". W naszym konkursie rysunkowym do wygrania iPad.
Tak nakręca się hiperinflacja - Jedynka - polskieradio.pl