Gość "Kultury w radiowej Jedynce” wyjawia, że już w starożytności, z inicjatywy Arystotelesa, wyznaczono muzeom funkcję edukacyjną. - Pod Atenami powstała szkoła oferująca edukację, jak na tamte czasy, nietypową. Dbano tam, aby młody człowiek poznawał myśl filozoficzną, uprawiał sporty i miał możliwość stykania się z cennymi zbiorami różnego rodzaju. Arystoteles przywiózł do tej szkoły kolekcje botaniczne. A w ogóle, sam wyraz "muzeum” oznaczał dla starożytnych Greków zbiór historii opowiadanych po to, aby przed oczami słuchacza pojawiał się konkretny obraz - opowiada prof. Dorota Folga-Januszewska.
Jak długo muzea uważano za miejsca, w których "doświadcza się materii”? Sytuacja nie zmieniała się aż do początku XVIII wieku. Dopiero wtedy, gdy popularność muzeów wzrosła, a zbiory ich były coraz bogatsze, zaczęto się bać możliwości utraty tych kolekcji i, w rezultacie, odgradzać od nich widza, który mógł je już tylko oglądać. Takie postępowanie zdenerwowało wielu literatów i poetów, którzy uskarżali się na nie w swej twórczości. Na przykład, Wisława Szymborska w jednym z wierszy stwierdziła wprost, że w muzeum odcięto człowieka od rzeczy.
Obecnie można zaobserwować zmianę naszego podejścia do muzeów - zmianę, która w istocie nie jest niczym innym, jak tylko powrotem do starożytnej koncepcji muzeum jako "zbioru opowiadań”. W latach 80. XX wieku Międzynarodowa Rada Muzeów wprowadziła termin "dziedzictwo niematerialne”; kryje się pod nim wszystko to, co nie jest rzeczą, a należy do tradycji - jak zwyczaje dotyczące ubioru czy sposobu śpiewania. Dziś powstają muzea, które przechowują właśnie tego typu dziedzictwo… choć nierzadko można usłyszeć pytanie, czy muzeum bez kolekcji to w ogóle muzeum – twierdzi gość "Kultury w radiowej Jedynce”.
Dawniej w muzeum człowiek spotykał materię - Jedynka - polskieradio.pl