Żywieckie Gody to najstarszy i największy konkurs grup kolędniczych. Nie trzeba będzie wybrać się na Żywiecczyznę, żeby zobaczyć żywieckie kolędowanie. W poniedziałek 16 stycznia kolędnicy przyjadą do Warszawy, na plac Zamkowy, w ramach 54. odsłony Przeglądu Zespołów Kolędniczych i Obrzędowych „Żywieckie Gody”. W 2016 roku kolędowanie dziadów noworocznych na Żywiecczyźnie wpisano na Krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
A jak takie kolędowanie wyglądało w przeszłości? W 1985 roku, w trakcie trwania 16. Żywieckich Godów, Zbigniew Korzeniowski, dziennikarz Polskiego Radia Łódź, przygotował reportaż. W audycji słuchaliśmy jego fragmentu ,w którym wypowiadają się doktor Janusz Kamocki, Józef Mikś i profesor Roman Reinfuss.
- Nowy Rok zaczynał się już na andrzejki, a kończył w Trzech Króli. Na przestrzeni tych tygodni różne były zwyczaje, a te noworoczne często dopasowywały się do Świąt Bożego Narodzenia. Jednak gdzieniegdzie były bardzo oryginalne i odrębne. To było w latach 50., kiedy zajmowałem się spisem pieśni ludowej - mówił w archiwalnym reportażu Józef Mikś. - I wędrując po Żywiecczyźnie stwierdziłem, że jest to ziemia nadzwyczajnie bogata w różnego rodzaju folklor. Stąd wzięły się Gody, a w roku następnym już nam się impreza rozrosła, było dużo zgłoszeń, potem przenieśliśmy się na wieś. Zaczynaliśmy od imprezy, żeby pokazać ludziom, że to ważne, bo był taki okres kiedy ludzie wstydzili się tego, co ze wsi, a zwłaszcza ludzie ze wsi się wstydzili. Trzeba im było pokazać, że to się podoba.
Roman Reinfuss, etnograf, znawca polskiej sztuki ludowej i etnografii Karpat, tłumaczył, że wszystkie zwyczaje noworoczne związane z przebieraniem się za Śmierć, Diabła czy inne straszne postaci wiązało się z przekonaniem, że strachy można wypędzić strachem. - Dziś w złe moce nikt już nie wierzy, ale radość i zabawa jest dla wszystkich - mówił o popularności noworocznych obchodów.
Przegląd Zespołów Kolędniczych i Obrzędowych „Żywieckie Gody” potrwa do 29 stycznia w Żywcu, Milówce i Bielsku-Białej.
W audycji zawitaliśmy też na Lubelszczyznę. Z twórcą ludowym młodego pokolenia - Michałem Kowalikiem z Krzczonowa, mieszkającym w Lublinie - stworzyliśmy pajączka lubelskiego, tradycyjną ozdobę, również bożonarodzeniową wieszaną u sufitu. - To słoma żytnia własnej hodowli, hodowana przeze mnie tu w mieście, z ogródka. Na pająki musimy mieć bibułę niemarszczoną, kwestia dobrania kolorystyki to sprawa dowolna. Musimy wyciąć odpowiednią ilość elementów, i im dłuższa słomka tym lepiej. Potem się wiąże elementy, na niedużą ozdobę potrzebujemy 16 słomek. Do łączenia używamy nici albo kordonka. Słoma jest dosyć kruchym materiałem i może strzelać przy cięciu. Najczęściej pająk to ośmiościan, podwójny ostrosłup - to podstawa wszystkich pająków- tłumaczył 25-letni artysta, mówiąc też o prawdopodobnej genezie tych ozdób, które wzorowane były na zdobnych żyrandolach widzialnych w kościołach.
SŁUCHAJ TEŻ:
Na koniec Joanna Świrska vel Urbanyi - młoda wokalistka, studentka aktorstwa, która śpiewa i uczy m.in. śpiewu tradycyjnego, opowie o istocie śpiewu białego.
- Pierwsza myśl to wakacje na wsi na Strzelcowiźnie, tam moi rodzice kupili działkę ze starą drewnianą chatą, i tam mam wrażenie że się zbliżyłam do tego białego śpiewu, śpiewałam pieśń pod lasem "Matulu moja", to było pierwsze zachłyśnięcie tym, że dźwięk idzie tak daleko, że się odbija i niesie - opowiadała o swoim pierwszym kontakcie ze śpiewem nazywanym naturalnym, tradycyjnym.
Joanna Urbanyi wychowała się w Czersku pod Warszawą, trafiła do zespołu ludowego, gdzie głównie tańczyła. Największym impulsem do śpiewu było dla niej spotkanie z Joanną Słowińską. - Przepiękna kobieta, która pierwsza nauczyła mnie emisji. Poznałam od niej wiele pieśni, potem szukałam w różnych technikach wokalnych, otarłam się o musical, jazz, ale wracam do sztuki ludowej, to jest rdzeń mi najbliższy - mówiła w audycji.
Joanna Urbanyi mówi, że ruch, świadomość własnego ciała i oddechu to podstawa śpiewu białego. Mimo tego, że nazywany jest śpiewokrzykiem, z krzykiem nie ma nic wspólnego. - Owszem, jest głośny, surowy, ale też dotyczy samego życia, pogrzebów, śmierci, ślubów. To są bardzo poruszające pieśni - mówiła w audycji.
Tytuł audycji: "Kiermasz pod kogutkiem"
Autorka: Patrycja Zisch
Data emisji: 15.01.2023
Godzina emisji: 5.05