W większości przypadków najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawienie młodego ptaka w miejscu, w którym go napotkamy. Bardzo często możemy mieć do czynienia z w pełni zdrowym zwierzęciem. - Zdecydowana większość takich prób interwencji dotyczy w pełni zdrowych podlotów (młody ptak, który uczy się latać - red.), które są pod opieką rodziców. Nasza pomoc jest wtedy zbędna, a może być nawet szkodliwa - wyjaśnia Bartosz Smyk z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. - Oczywiście są przypadki, kiedy znajdziemy pisklę, które wypadło z gniazda i nasza pomoc będzie potrzebna. Zdecydowana większość to jednak sytuacje z podlotami, które w naturalny sposób znalazły się poza gniazdem - mówi ekspert.
Konsekwencje naszej nadgorliwości mogą być dla ptaka szkodliwe. - Przede wszystkim rozbijamy wtedy naturalną ptasią rodzinę. Te młode są przez rodziców przystosowywane do samodzielnego życia i cały czas znajdują się pod ich opieką. Większe ptaki, jak wrona i sroka, aktywnie atakują osobę, która jest blisko takiego podlota. Natomiast mniejsze ptaki, wielkości wróbla i kosa, po prostu uciekają, gdy jesteśmy za blisko. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ptak jest opuszczony, natomiast jego rodzice wciąż czuwają w okolicy - tłumaczy Bartosz Smyk.
Rozmówca Karoliny Rożej dodaje, że zabranie podlota od rodziny utrudni bądź nawet uniemożliwi mu powrót do natury. - Wiele z tych młodych ptaków traci lęk przed człowiekiem. On jednak się przydaje; kontakt człowieka z dzikiem ptakiem nie jest czymś, co im służy. Młody ptak może w takiej sytuacji nie wyczuwać zagrożenia - podkreśla gość "Ekspresu Jedynki".
Czytaj także:
Kiedy nasza pomoc jest potrzebna?
Podlota możemy poznać po tym, że jest już w pełni obrośnięty piórami. Jego cechą charakterystyczną, poza brakiem umiejętności latania, są wyraźne żółte zajady. Pisklę z kolei wyróżnia się puchowym upierzeniem bądź też całkowitym brakiem piór na ciele. Jak zaznacza Bartosz Smyk, to właśnie pisklęta znajdujące się poza gniazdem mogą potrzebować naszej pomocy. - Jeśli widzimy gniazdo i jest możliwość odłożenia pisklęcia na miejsce, można próbować tak zrobić. To jest ptak, który nie da sobie rady, jeśli nie pomogą mu rodzice. W tym przypadku nasza interwencja jest uzasadniona - tłumaczy ekspert.
Gość "Ekspresu Jedynki" zachęca również, by nie starać się pomagać na własną rękę. Możemy zgłosić się w tej sprawie m.in. do szpitali dla dzikich zwierząt. - Odchowanie takiego pisklęcia jest bardzo trudne. Nie zawsze udaje się to specjalistom, a co dopiero osobom, które nie mają na co dzień z ptakami do czynienia - przestrzega rozmówca Karoliny Rożej.
- Jeśli uznamy, że nie ma jak włożyć go do gniazda, i ptak czeka u nas na transport do azylu, przede wszystkim powinniśmy go trzymać w cieple. Możemy mu podać trochę wody i dopiero wtedy, jeśli ptak musi poczekać u nas trochę dłużej, możemy próbować podać mu pokarm. To mogą być na przykład świerszcze kupione w sklepie zoologicznym lub posiekane, gotowane bez soli, twarde jajko. Najlepiej jest jednak wezwać specjalistów i samemu jak najmniej robić, aby właśnie nie zaszkodzić temu pisklęciu - mówi Bartosz Smyk.
Tytuł audycji: Ekspres Jedynki
Prowadziła: Karolina Rożej
Gość: Bartosz Smyk (Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków)
Data emisji: 30.05.2023
Godzina emisji: 16.22
qch
Młode ptaki poza gniazdem. Jak możemy im pomóc? - Jedynka - polskieradio.pl