W 2021 roku w Adamowie pod Elblągiem doszło do tragedii. 40-latek ciągnął za swoim samochodem trzy worki jutowe, na których siedziało sześć osób, w tym córka mężczyzny, 15-latka. Na jednym z zakrętów ostatnia para wypadła z drogi. Jedna dziewczynka złamała rękę, druga - dziecko kierowcy - zginęła.
W Polsce są wciąż miejsca, w których, gdy tylko spadnie trochę śniegu, organizowane są kuligi. Nie tradycyjne, z końmi i saniami, drogą przez ośnieżony las. W takich kuligach dziecięce sanki, worki jutowe, worki foliowe itp. ciągną samochody. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że tego rodzaju "zabawa" jest nie tylko nielegalna, ale także śmiertelnie niebezpieczna.
Czytaj także:
Jak wyjaśnił w audycji "Ekspres Jedynki" nadkomisarz Robert Opas z Komendy Głównej Policji, organizowanie kuligów za pojazdami na drogach publicznych, tam, gdzie obowiązuje Prawo o ruchu drogowym, jest zabronione. Mandat dla prowadzącego pojazd, który ciągnie kulig, wynosi 300 złotych oraz 10 punktów karnych.
- Konsekwencje mogą być dużo poważniejsze niż sam mandat - zaznaczył rozmówca Karoliny Rożej. - Raz na jakiś czas dochodzi do zdarzeń najpoważniejszych - wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Sprawcy takiego wypadku grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności - wytłumaczył gość radiowej Jedynki.
Zauważył, że często kulig organizuje tata, a udział w nim biorą osoby mu najbliższe - jego dzieci. - To śmiertelne niebezpieczeństwo. Kierowca nie ma wielkiego wpływu na to, co dzieje się za nim. Wystarczy jakiś kamień ukryty pod śniegiem, jakiś konar i tragedia gotowa - wskazał.
Audycja: "Ekspres Jedynki"
Prowadziła: Karolina Rożej
Data emisji: 16.01.2024
Godzina emisji: 15.17
kk/kor