Na początku naszej wycieczki spotkaliśmy się z Agnieszką Gawron-Kłosowską ze Stowarzyszenia "Centrum Słowian i Wikingów Wolin Jómsborg Vineta" z siedzibą w Wolinie. Jest to skansen - jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych województwa - usytuowany na brzegu cieśniny Dziwny. Znajduje się tutaj kilkanaście obiektów-replik wczesnośredniowiecznego Wolina m.in. 27 chat, dwie bramy z wałami i umocnieniami obronnymi oraz nabrzeże portowe.
Gość audycji "Lato z Radiem" zabrała nas w podróż w czasie. Przenieśliśmy się tysiąc lat wstecz. - Nasz skansen to nie jest muzeum, nie mamy zabytków. Można tutaj "doświadczyć" historii. Do wszystkich domów można wejść, można sobie usiąść na krześle, położyć się na łóżku, poczuć się swobodnie - wyjaśniła. Ten "luz" nie dotyczy tylko jednego miejsca - świątyni Światowida, najważniejszego boga słowiańskiego. Według przekazów, kto tam wchodził musiał nabrać powietrza i wstrzymać oddech. W środku nie można było oddychać.
W trakcie naszej wędrówki dowiedzieliśmy się, że Wolin swego czasu był jednym z największych miast naszej części Europy, jednym z najważniejszych portów Morza Bałtyckiego. - Na podstawie badań archeologicznych, na podstawie kronik, szacuje się, że miasto liczyło ok. 8-10 tys. mieszkańców i było republiką kupiecką - wyjaśniła Gawron-Kłosowska.
Wcale nie miód był najcenniejszy
W ten weekend w skansenie odbywa się Miodobranie, czyli warsztaty rzemiosł dawnych. Można się m.in. nauczyć, jak zrobić świecę, do czego użyć miodu w kuchni, jak pisać na tabliczkach woskowych i jak się leczyć miodem.
Bartnik Tomasz Goranin przypomniał w radiowej Jedynce, że ule pojawiły się dopiero w XIX-wieku. Do tego czasu, by zdobyć miód trzeba było wejść na drzewo i ukraść go dzikim pszczołom. - Wbrew pozorom nie miód był najcenniejszy, najcenniejszy był wosk. W X, XI wieku ten, kto palił świece był uznawany za bogacza. Wosk był wykorzystywany do produkcji lekarstw i konserwacji broni - wyjaśnił.
Czytaj także:
Co mają wspólnego Wikingowie i technologia Bluetooth?
O kulturze Wikingów opowiedział w "Lecie z Radiem" dr Piotr Lemieszek. - Wiking to jest jedynie zajęcie, płynęło się na wiking, uprawiało się wiking (czyli, w uproszczeniu - łupienie innych). Cała kultura Skandynawów była oparta na łodziach. Posiadanie łodzi było warunkiem bezwzględnym dla funkcjonowania całej społeczności - powiedział.
Okazuje się, że Wikingowie... wcale nie przyczepiali rogów do czapek. - To bajka, która się ciągnie od czasów Richarda Wagnera i jego opery "Pierścień Nibelunga", kiedy Wikingów tak właśnie przedstawiono. No i już tak zostało - wskazała Gawron-Kłosowska.
A po co Wikingom były pieniądze, skoro nic nie kupowali tylko łupili? Odpowiedzi na to pytanie szukaliśmy wraz z Andrzejem Kłosowskim, który pokazał nam monety wikińskie. - Wikingowie początkowo byli po prostu żeglarzami, którzy handlowali. Przyjeżdżali gdzieś, popatrzyli, co ciekawego można dostać na miejscu, pohandlowali. Jeżeli stwierdzali, że warto przyjechać jeszcze raz, to zabierali ze sobą dobrze wyposażoną, zdecydowaną ekipę - wytłumaczył.
Nie zabierali jedynie przedmiotów, z Wikingami odpływały także kobiety. Z Kłosowskim rozmawialiśmy o Haraldzie Sinozębym (mało kto wie, że to z nim należy łączyć charakterystyczny znak technologii Bluetooth). Mieszko I wydał córkę Świętosławę za jego syna. Świętosława jest nazywana przez historyków matką królów, wszystkie dynastie panujące w Europie są przez nią spokrewnione.
Arkadiusz Masiukiewicz, łucznik i skórnik, rzemieślnik, zaprezentował nam broń, jaką posługiwali się Wikingowie i Słowianie.
Czytaj także:
Zajrzeliśmy także do pracowni rekonstrukcji dawnych instrumentów. Po obiekcie rozglądaliśmy się wraz z Dobromirem Strzelczykiem, który zajmuje się rekonstrukcją instrumentów dawnych i jednocześnie na nich grywa. - Kiedyś pieśniarz opowiadał historie, pełnił taką funkcję jak dziś radio. Był takim medium, które rozprzestrzeniało różne historie dotyczące prawd historycznych, które się działy, życia politycznego na danym terenie - powiedział.
- Ludzie w tamtych czasach bardzo lubili się stroić, również dlatego że to miało wpływ na ich odbiór, duża liczba ozdób podkreślała status społeczny. Do tego ozdoby te były jak karta płatnicza - w każdej chwili można je było oderwać od ubrania, zerwać z szyi i coś za to kupić - wyjaśnił złotnik Grzegorz Pilaczyk. - Mężowie wszystkie skarby, które przywozili z wypraw oddawali żonom. One strzegły całego majątku, miały klucze od wszystkiego - dodał.
W czasie naszej wędrówki kapral Wiktor Stypa oprowadził nas po tajemniczym obiekcie militarnym, w którym podczas II wojny światowej stały potężne działa mające bronić bazy Kriegsmarine w Świnoujściu. Tutejsze lasy pokazał nam Marcin Stosik, zastępca nadleśniczego, Nadleśnictwo Międzyzdroje. A regionalista Piotr Piwowarczyk zabrał nas do Fortu Gerharda, jednego z niewielu w Europie żywych muzeów, gdzie na własnej skórze można poczuć smak służby wojskowej.
"Lato z Radiem" na antenie Programu 1 Polskiego Radia codziennie, od poniedziałku do piątku, w godzinach 9.00 - 12.00. Słuchaj też na stronie www.latozradiem.pl oraz w aplikacji mobilnej "Lata z Radiem".
Tytuł audycji: Lato z Radiem
Prowadzi: Roman Czejarek
Data emisji: 3.07.2021
Godzina emisji: 9.00 - 12.00
kk
Wolin. "Lato z Radiem" w świecie Słowian i Wikingów - Jedynka - polskieradio.pl