Urodzony w 1935 roku William Friedkin debiutował komedią muzyczną "Good Times" z Sonnym Bono i Cher, wydaną 1967 r. Przełomem w jego karierze był "Francuski łącznik" (1971 r.), nagrodzony Oscarem dla najlepszego filmu. Produkcja kryminalna wyróżniała się dużym, dokumentalnym realizmem i brutalnością.
Filmoznawca i specjalista od kina amerykańskiego Sebastian Smoliński podkreśla w rozmowie z Joanną Sławińską, że ze względu na swoją szorstkość obraz Friedkina był niemal "uderzeniem w twarz". - Kino amerykańskie dopiero co wygrzebywało się z dekady lat 60. Były już pierwsze filmy przełomowe pod względem obrazowania przemocy, na przykład "Bonnie i Clyde", ale Friedkin zaproponował formę bazującą na jego doświadczeniach z dokumentem i w telewizji - opowiada gość "Magazynu bardzo filmowego".
"Egzorcysta" - rozprawa ze złem
Dwa lata po premierze "Francuskiego łącznika" reżyser nakręcił "Egzorcystę" (1973 r.). Jak mówił w 2020 roku w Programie 2 Polskiego Radia, produkcja skupia się na tajemnicy wiary i mocy Chrystusa. Zdaniem wielu miłośników kina "Egzorcysta" zrewolucjonizował gatunek horrorów.
W swoim dziele, pod warstwą rozrywki i grozy, Friedkin zawarł również przemyślenia o złu, jakie istnieje w każdym człowieku. - Od zawsze powtarzał, że fascynują go skrajności i zło. (...) W "Egzorcyście" widać tę fascynację złem, które jest nie do końca określone i paranormalne. Ta cała sytuacja ściąga duchownych i matkę opętanej dziewczynki na stronę zła. To taka rozprawa z ciemną stroną - wyjaśnia Sebastian Smoliński.
Czytaj także:
William Friedkin - odważny samouk kierujący się intuicją
Zmarły reżyser nie ukończył szkoły filmowej. Był samoukiem; doskonalił swój warsztat, tworząc dokumenty oraz pracując w telewizji, o czym sam często mówił. Miało to odzwierciedlenie w jego sposobie pracy. Współpracownicy opowiadali, że Friedkin starał się kręcić wszystko za pierwszym razem, po przećwiczeniu sceny i przygotowaniu scenografii. - Nie szukał perfekcji, tylko spontaniczności i w pewnym sensie autentyczności - wyjaśnia Sebastian Smoliński.
Wiele filmów, jakie Friedkin nakręcił po "Egzorcyście", nie osiągnęło większego sukcesu. Zdaniem filmoznawcy można wymienić kilka potencjalnych przyczyn późniejszych niepowodzeń zmarłego reżysera. - Może po prostu jego talent rozbłysł bardzo w latach 70. Może też był czasem zbyt odważny jak na amerykańskie kino. (...) Może też nie trafił później na równie dobre tematy i historie - wymienia.
Amerykański reżyser zmarł 7 sierpnia w wieku 87 lat. Na rozpoczynającym się 30 sierpnia festiwalu filmowym w Wenecji zostanie zaprezentowany ostatni film Williama Friedkina, "The Caine Mutiny Court-Martial". Produkcja została oparta na powieści Hermana Wouka "Bunt na okręcie", która doczekała się ekranizacji w 1958 roku. - Friedkin w jakimś sensie osadza się w historii kina. Jesteśmy bardzo ciekawi, co mistrz zrobił na koniec swojej kariery - wyjaśnia rozmówca Joanny Sławińskiej.
Ponadto w audycji:
- Zapowiedzieliśmy wybrane premiery. "Reality" - film oparty na faktach. Do domu tłumaczki NSA wkraczają agenci FBI. Reżyserka Tina Satter przeniosła na ekran własną sztukę, której tekst oparty jest na transkrypcie przesłuchania przez FBI tłumaczki Reality Winner. Winner przekazała mediom tajny raport na temat rosyjskich ingerencji w amerykańskie wybory w 2016 roku. Na ekran powraca z kolei "Kicia Kocia". Uwielbianą przez najmłodszych rezolutną kotkę czekają nowe przygody.
- W audycji także wiadomości o kolejnych elementach programu 48. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, który odbędzie się pod patronatem Programu 1 Polskiego Radia we wrześniu, oraz doniesienia z festiwalów w Wenecji, Nowym Jorku i Toronto.
- Nasze spojrzenie na miejsce Beaty Tyszkiewicz w polskiej kinematografii. 14 sierpnia aktorka będzie obchodziła 85. urodziny.
Tytuł audycji: Magazyn bardzo filmowy
Prowadziła: Joanna Sławińska
Data emisji: 10.08.2023
Godzina emisji: 23.09
qch
Samouk, który zmienił światowe kino. Wspomnienie Williama Friedkina - Jedynka - polskieradio.pl