Maciej Walecki na terenach powodziowych spędził kilka dni. W rozmowie z Romanem Czejarkiem zaznacza, że wiele osób włączyło się w bezinteresowną pomoc powodzianom, powstawały zorganizowane grupy ludzi. - Wszyscy byli zjednoczeni w tym działaniu, m.in. mój przewodnik po Kłodzku - Jacek Dolata cały czas odbierał telefony od przyjaciół z Polski z prośbą o konkretną pomoc, ale też na miejscy, np. w pałacu w Gorzanowie, wielkim, pięknym pałacu, zorganizowano schronienie dla powodzian - mówi. - Byłem świadkiem, jak przyjeżdżały samochody z konkretną pomocą do rąk powodzian, np. z Gdańska, bo kilkoro znajomych się skrzyknęło, zorganizowało zbiórkę tego, co było w danym momencie potrzebne - dodaje.
Fake newsy, fałszywe zbiórki i turystyka powodziowa
Problem dezinformacji na terenach powodziowych był znaczny. - Fake newsy powodowały bardzo duże zamieszanie i niepotrzebne emocje, czyli te fałszywe komunikaty o kolejnej przerwanej tamie, czy wysadzaniu wałów przeciwpowodziowych. Wiemy też o tym, że w kilku miejscowościach uciekali na takie hasło - podkreśla. - Fałszywe informacje szły jak błyskawica i przykładowo energia strażaków zamiast na walkę z powodzią szła na to, żeby powstrzymywać jakieś mniejsze lub większe grupy ludzi, które już wsiadały do samochodu i chciały wyjeżdżać. To w połączeniu z zasięgiem potęgowało chaos - dodaje.
Brak ostrzeżeń i reakcji władz
Maciej Walecki zwraca uwagę, że w momencie nadejścia fali powodziowej, zabrało ostrzeżeń i reakcji ze strony władz. - Nastąpiło wyłączenie sieci telefonicznej i brak internetu przez pierwszą dobę czy dwie. Ludzie nie mieli kontaktu ze światem Zupełnie jak w 1997 roku. Dziś większość tych miejsc jest przywrócony zasięg, ale jeszcze nie wszędzie - mówi.
Czytaj również:
Audycja: Cztery pory roku
Prowadził: Roman Czejarek
Gość: Maciej Walecki (dziennikarz radiowej Jedynki)
Data emisji: 24.09.2024
Godziny emisji: 9.00-12.00