Nastoletnia Lena zaplanowała już całe swoje życie. Podczas gdy jej siostra marzy o wyjściu za mąż i fascynuje się cygańskimi wróżbami, których wysłuchuje w taborze nad Sanem, Lena uczy się całymi dniami, by spełnić swój życiowy cel - zamierza studiować medycynę w Krakowie i zostać lekarką. Jest pewna, że nie dopuści, by stereotypy zrujnowały jej wizję własnej przyszłości. Los ma jednak dla niej inny plan.
Niespodziewane małżeństwo, macierzyństwo, oderwanie od rodziny, wybuch drugiej wojny światowej i wygnanie na Syberię - to wszystko sprawia, że Lena na nowo musi zdefiniować swoje pragnienia i sens życia. Nie może pozwolić sobie na słabość. Zdeterminowana, by walczyć o przetrwanie swoje i swojej córki, jest gotowa na wszystko. Na wszystko oprócz miłości. A przynajmniej tak się jej wydaje.
"Ludzie z kości" to inspirowana rodzinną historią autorki brutalna, szczera i pełna pasji opowieść o dokonywaniu niemożliwych wyborów, a także o niezwykłej umiejętności podtrzymywania płomienia nadziei w najmroczniejszych chwilach. To również opowieść o trudnej polskiej historii, w której splatają się losy Polaków i Ukraińców, wojna zbiera najokrutniejsze żniwo, a emigracja zamiast wyborem staje się koniecznością.
[mat. promocyjne]
Czytaj także:
Naprawdę chciałam opowiedzieć tę historię
Powieść "Ludzie z kości" Pauli Lichtarowicz została pierwotnie napisana w języku angielskim (autorką polskiego tłumaczenia jest Xenia Wiśniewska). Pisarka zapytana w audycji "Moje książki" o odbiór tytułu, zrozumienie tematu, na Wyspach powiedziała, że w jej opinii "to uniwersalna historia o wojnie, miłości, nadziei, rozczarowaniu, przeznaczeniu. O tym, na ile kobiety mają kontrolę nad swoim życiem, związkami, rodzinami".
Dopytana, czy zauważyła, by brytyjscy czytelnicy łączyli opisaną przez nią historię z obecną wojną na Ukrainie, wskazała, że kiedy pracowała nad "Ludźmi z kości" sytuacja na Ukrainie była zupełnie inna niż teraz. - Książka nie jest odpowiedzią na wojnę - zaznaczyła. - Ludzie w Wielkiej Brytanii są coraz bardziej świadomi tego, co tam się dzieje. Przyjęliśmy uchodźców. Ten fakt stanowi połączenie między przeszłością, o której piszę, i teraźniejszością - stwierdziła.
"Ludzie z kości" to opowieść inspirowana rodzinną historią autorki. Gościni "Moich książek" przyznała, że o tym, jak się potoczyły losy babki, wiedziała z grubsza. - Ona sama nie chciała o tym rozmawiać. To było dla niej zbyt przygnębiające. Trochę czasu zajęło mi, by babcia się otworzyła. Nagrałam wywiad. Niezłe przesłuchanie. A potem... o nim zapomniałam na 10 lat - wytłumaczyła i dodała, że to miał być materiał dla rodziny, nie powstał z myślą o książce.
- Zaszłam w ciążę. Skończyłam pisać książkę, nad którą pracowałam. Zastanawiałam się, o czym będzie następna. Wiedziałam tylko, że to będzie coś związanego z posiadaniem dziecka. Babcia cały czas mnie pytała: "kiedy będziesz mieć dziecko?". Zmarła, zanim urodziłam. Wówczas postanowiłam jeszcze raz przesłuchać naszą rozmowę - powiedziała. - Przez te 10 lat bardzo się zmieniałam. Zaczęłam inaczej postrzegać to, przez co ona przeszła. Ta przemiana we mnie sprawiła, że naprawdę chciałam opowiedzieć tę historię - wskazała.
Nie wszystkie wątki ujęte w "Ludziach z kości" mają swoje odbicie w rzeczywistości. Choćby romans bohaterki z Rosjaninem. - Jeśli moja babcia patrzy gdzieś z góry, to nie jest zbyt zadowolona. Babcia była bardzo konserwatywną osobą, katoliczką. Wierną i oddaną żoną. Była - z powodu tego, co się jej przydarzyło - bardzo antyrosyjska. Nie sądzę, by podobał jej się ten wątek - oceniła Lichtarowicz.
- Chciałam, żeby ponad granicami wojny zaistniało człowieczeństwo, żeby Lena się zakochała. Była w narzuconym jej małżeństwie. Chciałam ją zmusić do dokonania wyboru, trudnego wyboru. Jej związek z Grigorijem zmuszał do zrozumienia, dlaczego coś robisz, gdy masz wybór: uratować życie czy nie. Chciałam też, by Lena doświadczyła prawdziwej miłości - wyjaśniła.
- Zawsze uderza mnie to, jak nierealni, nieistotni są ludzie. Przychodzimy, odchodzimy. Jesteśmy po prostu "ludźmi z kości". Potem te kości kładziemy w ziemi i już nas nie ma - stwierdziła pisarka i przy okazji podzieliła się historią tytułu książki - ten brytyjski to "Śnieżny zając". Polski zaproponowała tłumaczka, Xenia Wiśniewska, nie wiedząc, że pokrywa się on z tym, co chodziło po głowie autorki.
Czytaj także:
Tytuł audycji: Moje książki
Prowadziła: Magda Mikołajczuk
Gość: Paula Lichtarowicz, brytyjska pisarka
Data emisji: 27.03.2024
Godzina emisji: 23.25
kk/wmkor